Mosiężne elementy pulsowały dziwną energią, gdy Václav i Polly śpieszyli przez wieczorne ulice Pragi. Każdy kawałek w skórzanej torbie zdawał się łączyć z samym miastem. Stawały się cieplejsze, gdy para zbliżała się do katedry św. Wita.
"To tak, jakby wiedziały, dokąd chcą iść" - powiedział cicho Václav. Wysokie gotyckie wieże katedry wznosiły się nad nimi, łapiąc ostatnie światło zachodu słońca.
Polly leciała nad nimi, wypatrując tajemniczej kobiety z placu. "Ustawienie planet zaczyna się za mniej niż godzinę" - zawołała w dół. "Cokolwiek planował twój dziadek, musimy..."
Nagle się zatrzymała. Tam, wyryte w zwykłym kamieniu u podstawy katedry, był ten sam wzór gwiazdy z mosiężnego dysku. Ukrywał się tam przez wieki.
Václav ukląkł obok i przesunął palcami po starych żłobieniach. "Oczywiście" - szepnął. "Katedra, wieża zegarowa, stare miejsca alchemiczne - wszystko jest połączone. Mój dziadek odkrył, że sama Praga to jeden ogromny instrument astronomiczny."
Rzeźbiony kamień zaczął świecić złotym światłem, tak jak mosiężne elementy. Ukryte drzwi otworzyły się z kliknięciem w ścianie. W środku była kryształowa soczewka, doskonale zachowana pomimo wieku.
"Zegar nie tylko pokazuje czas" - zrozumiała Polly. "Skupia energię gwiazd przez określone punkty w mieście. Dlatego przestał działać!"
Václav ostrożnie wziął soczewkę. Pasowała idealnie do jednego z mosiężnych elementów.
Cień padł na nich. Kobieta w czerni stała przy wejściu do katedry. "Panie Novotný" - powiedziała z akcentem po angielsku - "reprezentuję ludzi bardzo zainteresowanych badaniami pana dziadka."
"Jedyne, co zrobię" - odpowiedział stanowczo Václav - "to zwrócę te elementy tam, gdzie należą."
Dzwony katedry zaczęły bić. Astronomiczne ustawienie się rozpoczynało. Dziwne światła migotały w oknach w całym mieście.
"Musimy wrócić do wieży zegarowej" - nalegała Polly. Mieli trzydzieści minut, żeby rozwiązać zagadkę, która czekała siedemdziesiąt osiem lat.