Polly przyleciała do Yosemite. Wiatr pachniał sosną. Wysokie klify były po obu stronach. Poniżej płynęła rzeka.
Wspięła się wysoko. Dolina wyglądała jak wielkie U wycięte w skale. Dawno temu lód nadał jej ten kształt. Lód przesuwał się i wyrównał dno.
Poleciała do El Capitan. Klif był bardzo wysoki. Dwóch malutkich wspinaczy było na ścianie skalnej.
Polly usiadła na sosnowym drzewie. Igły pachniały jak karmel. Obserwowała wspinaczy. Poruszali się powoli i ostrożnie.
Samochód strażnika jechał drogą poniżej. Polly pomyślała, że pewnego dnia chciałaby pojechać ze strażnikiem.
Poleciała powoli w dół. Duży ptak, zwany sępem, unosił się obok niej na ciepłym powietrzu. Polly patrzyła, jak się wznosi.
Na dnie doliny powietrze było ciepłe i przytłumione. Polly wylądowała na ogromnym powalonym sosnowym drzewie. Był na nim mech.
Read it. Then say it.
Shadow this paragraph in the PollyStop app — record yourself, see how close your pronunciation gets to a native speaker's, sentence by sentence. Free.
Rzeka Merced płynęła obok. Woda była brązowa od topniejącego śniegu. Polly zanurzyła swoje żółte stopy w zimnej wodzie. To sprawiło, że jej palce bolały.
Znak mówił: AUTOBUS DO CENTRUM DLA ODWIEDZAJĄCYCH. Polly poleciała na przystanek autobusowy.
Autobus był zielony. Kierowcą był strażnik. Otworzyła drzwi dla Polly.
Polly wskoczyła na poręcz wewnątrz. Autobus ruszył. El Capitan powoli przesuwał się za oknem.
Na ostatnim przystanku Polly schowała głowę pod skrzydło. Zasnęła.